Jesteś tutaj:
Każdy z nas wie, że palenie szkodzi zdrowiu, a pomimo tego kilka milionów Polaków jest nadal nałogowymi palaczami. Każdy wie, że śmieciowe jedzenie jest niezdrowe i że należy uprawiać sport, a mimo tego więcej, jak połowa Polaków ma problem z nadwagą, a co piąte dziecko w Polsce jest otyłe. Każdy ma świadomość tego, że z przyszłych emerytur nie będziemy w stanie godnie żyć, a pomimo tego jedynie kilka % Polaków dobrowolnie i aktywnie oszczędza na przyszłą emeryturę! Wielu z nas deklaruje, że rodzina jest najważniejszą wartością, a tymczasem w pracy spędzamy często po 10 i więcej godzin, niejednokrotnie pracując również w weekendy.
To tylko kilka przykładów obrazujących, że posiadana w teorii wiedza nie zawsze idzie w parze z praktyką. Tylko dlaczego tak się dzieje? Dlaczego coś wiemy i często na poziomie logiki rozumiemy, ale nie wdrażamy tego w codzienność? Powodów jest co najmniej kilka.
Strach przed porażką
Kto jeszcze nie czytał, polecam lekturę książki „Kto zabrał mój ser?” Pamiętam, jak kilkanaście lat temu stanęłam przed poważną decyzją życiową i zawodową. Otrzymałam od mojego pracodawcy ofertę wyjazdu do Niemiec. Przez 2 tygodnie zastanawiałam się, co zrobić, aż trafiłam na tę książkę, a dokładnie na zawarte w niej pytanie: „co byś zrobił(a), gdybyś się nie bał(a)?” To był strzał w dziesiątkę! Doznałam olśnienia. W sekundę zorientowałam się, że tym, co powstrzymuje mnie przed powiedzeniem TAK jest strach. A czego się bałam? Porażki! Nagle zaczęłam przyglądać się myślom w mojej głowie: przecież nie znam dobrze języka – a co, jeśli się szybko nie nauczę, jak sobie poradzę? A co, jeśli okaże się, że nie jestem tak dobra, jak mi się wydawało? A co, jeśli nie dam sobie rady i będę zmuszona wrócić z podkulonym ogonem do Polski? Bardzo często nie podejmujemy określonych działań, ponieważ najzwyczajniej w świecie boimy się niepowodzenia. Nieznośny troll w naszej głowie mówi – nie dasz rady, po co w ogóle będziesz próbować, przecież wiesz, jak to się skończy. Wygłupisz się, inni zobaczą, jaki jesteś naprawdę itp. itd. A my – często zupełnie nieświadomie – poddajemy się tym myślom i rezygnujemy już na starcie.
W momencie, w którym uzmysłowiłam sobie, że strach jest jedyną rzeczą, która mnie blokuje – wiedziałam co mam robić. Od razu poszłam za ciosem, a swojemu trollowi powiedziałam – już ja Ci pokażę, że dam radę! I dałam. To doświadczenie wiele mnie nauczyło, jednak najważniejsza lekcja życiowa, którą wyciągnęłam – nie daj się pokonać wyimaginowanemu strachowi, którego celem jest zawsze ciągnąć Cię w dół. Jak mu się poddasz – nic w życiu nie osiągniesz. Jak się mu przeciwstawisz – możesz liczyć na sporą satysfakcję, a przynajmniej bardzo cenne doświadczenie.
Każdy się boi – to jest absolutnie normalne, ludzkie uczucie. Jednak ważne jest, aby pomimo strachu podejmować działanie.
Brak konkretnego celu
Jeśli chcemy coś osiągnąć, najpierw należy sobie odpowiedzieć na pytanie: po co mi to? Jeśli chcę dokonać zmiany i mam w to włożyć pewien wysiłek – to perspektywa tego, co zyskam musi być nie tylko znacznie atrakcyjniejsza od stanu obecnego, ale to co zyskam zrekompensuje znacząco wysiłek, który w to włożę. A żeby tak było – motywacja musi płynąć z nas samych. I jest ona tym silniejsza, im silniejsze są w nas emocje pchające nas do zmiany. A nie zawsze są one pozytywne: to może być złość, lub strach. Przykład: osoba paląca przez 20 lat po dwie paczki dziennie (i po kilku próbach rzucenia palenia), nagle w wyniku pobytu w szpitalu i obejrzeniu swoich płuc rzuca palenie z dnia na dzień. Takich przykładów jest wiele i są one wspaniałym dowodem na to, że my – istoty ludzkie – mamy w sobie ogromne pokłady samozaparcia i dyscypliny, ale często naszym kołem napędowym są emocje. Dlatego warto, podejmując decyzję o: nauce języka obcego, zrzuceniu kilku kilogramów, podjęciu nowej pracy – odnaleźć w sobie emocje, które będą nas w naszym postanowieniu utrzymywać. Jak po pierwszej i po drugiej ciąży musiałam zrzucić za każdym razem ponad 20 kg – codziennie rano po przebudzeniu się i wieczorem przed zaśnięciem wizualizowałam sobie, jak będę wyglądać i jak będę się czuć po zrzuceniu zbędnych kilogramów. Poza jasnym planem działania i żelazną dyscypliną i konsekwencją, ta codzienna wizualizacja i wyzwalane wraz z nią emocje dodawały mi siły w chwilach słabości i zwątpienia.
Mierzenie zbyt wysoko
Czasem zdarza się, że cel, który sobie stawiamy jest zbyt ambitny – chcemy dużo i szybko. A tu warto patrzeć na cel długofalowo i rozłożyć go na mniejsze cele. Jeśli ktoś, kto nigdy nie interesował się finansami i nie oszczędzał, nagle postawi sobie za cel – zarobić w rok milion złotych – no cóż, szanse na to są co najmniej marne. Chyba że trafi w totka. Zamiast tego warto zacząć od odkładania co miesiąc np. 500 zł. Następnie warto przyjrzeć się swoim wydatkom, zanalizować, na co wydaje się pieniądze (można przeżyć niezły szok odkrywając np., że latte ze Starbucks, którą tak uwielbiasz i którą praktycznie codziennie kupujesz w drodze do pracy kosztuje Cię 400 zł miesięcznie!) Po takiej analizie możesz w świadomy sposób zrezygnować z części zbędnych wydatków i tę kwotę dorzucić do comiesięcznych oszczędności. I nagle zamiast 500 zł, może się okazać, że jesteś w stanie odkładać 1000 zł miesięcznie! Po kilku miesiącach widząc odłożoną na konto oszczędnościowe konkretną sumę, masz zdecydowanie większą ochotę kontynuować tę podróż, aniżeli odkrywając po 5 miesiącach, że do miliona jeszcze daleka droga.
Brak ciągłości w działaniu
Ostatni element, na którym chciałabym się skupić dotyczy cykliczności działania. Tutaj dla przykładu posłużę się nauką języka obcego. Znam wiele przypadków, kiedy ktoś od lat „uczy się” angielskiego i od lat jest na tym samym (marnym) poziomie. I znam niewiele (niestety) przypadków spektakularnych postępów w nauce w ciągu kilku miesięcy. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ jedni chodzą np. raz w tygodniu na zajęcia z lektorem i może raz w tygodniu siądą na 30 minut, żeby poćwiczyć słówka. A są i tacy, którzy codziennie w drodze do pracy będą słuchać podcastu lub książki po angielsku (nawet jeśli miałoby to być jedynie 15 minut dziennie), codziennie wieczorem siądą po pracy do angielskiego – czasem będzie to jedynie kolejne 15 minut, czasem się zdarzy pół godziny. Ale będą robić to codziennie, każdego jednego dnia. To czego wielu nie docenia to systematyka w działaniu! Jeśli nie ćwiczysz systematycznie i nagle masz zrobić 30 pompek, to marne szanse, abyś to zadanie wykonał(a). Ale jeśli zaczniesz od 5 pompek, będziesz je robił każdego dnia, a po każdym tygodniu będziesz dodawać jedną, to po pewnym czasie zrobienie 30 pompek będzie bułką z masłem.
A zatem – jeśli wiesz, co jest dla Ciebie ważne, ale nadal nie podejmujesz w tym kierunku żadnych (lub wystarczających) działań, zacznij być może od szczerej odpowiedzi na dwa podstawowe pytania:
Co byś zrobił(a), gdybyś się nie bał(a)?
Jaką cenę jesteś w stanie ponieść dziś, aby osiągnąć swoje cele w przyszłości?
Podobne artykuły
Lead by Example
zaczyna się w Tobie
Lead your People
Konkretne rozwiązania na
prawdziwe wyzwania
Lead by Aga
Moje doświadczenia
Twoja inspiracja
Chcesz dokonać zmiany? Rozwijaj się na bieżąco!
Zapraszam Cię do mojego Newslettera!
Tu możesz być na bieżąco ze wszystkimi treściami, produktami i inicjatywami, które z myślą o Tobie przygotowuję. Dodatkowo będziesz otrzymywać materiały i niespodzianki, które trafią tylko do subskrybentów.
To nie jest kolejny newsletter zapychający Twoją skrzynkę.
To bezpośrednia linia do wartościowych treści i narzędzi, które zmienią sposób, w jaki przewodzisz innym – zaczynając od siebie.
Dołącz do społeczności liderek i liderów, którzy tak jak Ty chcą świadomie rozwijać swoje przywództwo.