Jesteś tutaj:
Wiele lat temu obejrzałam świetny filmik stworzony przez kreatywnych kolegów z zespołu marketingu na temat podejścia do życia. A dokładniej – dlaczego nie ma sensu się martwić. Od tamtego momentu dosłownie zmieniłam sposób postrzegania różnych rzeczy, które mnie spotykają! Jedno pytanie miało ogromny wpływ na moje życie. Do dziś, w różnych niespodziewanych, czy trudnych sytuacjach, które normalnie wywołałyby we mnie stres albo chociaż dyskomfort, wciąż zadaję sobie to jedno proste pytanie:
Czy mogę coś z tym zrobić?
Jeśli tak – przestaję się martwić i zaczynam działać (mogę wpłynąć na sytuację i może zmienić ją na lepsze – albo przynajmniej spróbować). Jeśli nie mam na to wpływu – to po co się martwić?
Moja grecka podróż
Pamiętam, jak kilka lat temu to podejście zostało mocno wystawione na próbę. Byłam pod koniec pierwszego tygodnia wakacji. Wracaliśmy jako dziewięcioosobowa rodzina z Krety do Polski. Słońce, świetne greckie jedzenie i wino, czas spędzony z dziećmi i całą rodziną w basenie i nad morzem – to były naprawdę piękne chwile. A miało być jeszcze lepiej. Na kolejne dwa tygodnie z mężem zaplanowaliśmy podróż do Azji (najpierw Singapur, potem Korea). Tylko we dwoje. Yeah!
Ponieważ nasz lot powrotny do Warszawy był bardzo wcześnie, musieliśmy opuścić nasz grecki dom około 3:30 nad ranem. W drodze na lotnisko zaczęłam czuć się kiepsko. Po wejściu na pokład samolotu było już zdecydowanie gorzej – miałam ból głowy i czułam, że rośnie mi gorączka. Na wszelki wypadek założyłam maskę, aby nie narażać swojej rodziny i innych pasażerów. Kiedy dotarliśmy na lotnisko w Warszawie, zaczęłam już myśleć o tym, co muszę zrobić, aby szybko dojść do siebie – a było ze mną już naprawdę źle. Następnego popołudnia mieliśmy być ponownie na tym samym lotnisku, gotowi na naszą azjatycką przygodę we dwoje.
Wszystko pod górkę
Podczas gdy planowałam „ekspresowe odzyskanie formy,” dowiedzieliśmy się, że nasz bagaż (i tylko nasz) zaginął i nie dotarł do Warszawy. Wszystko, co miało jechać z nami na drugą wyprawę, znajdowało się w tej zaginionej walizce. W tym momencie pomyślałam: „Może wszechświat chce dać mi znak, że nie powinniśmy jutro lecieć?”. Kiedy dotarliśmy do domu, znak stał się niepodważalny – wynik testu na Covid był pozytywny.
Podczas gdy mój mąż był załamany i sfrustrowany, ja poszłam do łóżka – z gorączką prawie 40 stopni, bólem głowy i wszystkimi możliwymi objawami. Chciałam po prostu leżeć i pławić się w swoim cierpieniu. W ciągu kolejnych dwóch dni 7 z 9 osób, które były na wyjeździe (w tym moje dzieci), również zachorowało. Wszyscy mieli lekkie objawy lub ich brak. Ja cierpiałam katusze.
Po trzech dniach zaczęłam wracać do życia i zastanawiać się nad tym, co właśnie się wydarzyło. W tym momencie powinnam być w Singapurze, ciesząc się czasem z mężem, jedząc wspaniałe jedzenie i zwiedzając. Tymczasem leżałam w łóżku, nadal osłabiona, z bólem gardła, brakiem smaku i zawrotami głowy.
Czy mogę coś z tym zrobić?
Miałam wybór – mogłam się nad sobą użalać, pytać wszechświat, dlaczego to mnie spotkało, i myśleć, że świat jest niesprawiedliwy. Albo mogłam zadać sobie proste pytanie: Czy mogę coś z tym zrobić? Odpowiedź była jasna: nie. Więc po prostu zaakceptowałam sytuację, w której się znalazłam, i postanowiłam skupić się na pozytywach. A tych było całkiem sporo.
Skup się na plusach
Najważniejsze – zyskałam dużo czasu dla siebie. Postanowiłam zrobić wszystkie te rzeczy, na które wcześniej czasu nie miałam. Czytałam książki, pisałam artykuły, robiłam szkolenia online, spałam, spędzałam czas z dziećmi (plus ich choroby był jasny – nie musieli się ode mnie alienować), czytałam im książki, oglądałam z nimi filmy, leżałam w hamaku w ogrodzie i nic nie robiłam. Czy to był idealny sposób na spędzenie drugiego tygodnia wakacji? Oczywiście, że nie! Ale postanowiłam wycisnąć z tej sytuacji, ile się da.
Ta wakacyjna lekcja przypomniała mi o czymś niezwykle ważnym w kontekście przywództwa. Jako liderzy często stajemy w obliczu sytuacji, na które mamy ograniczony wpływ lub nie mamy go wcale – reorganizacje w firmie, globalne zmiany, decyzje podejmowane kilka szczebli wyżej. Możemy walczyć z rzeczywistością, frustrować się i marnować energię na rzeczy, których nie zmienimy. Albo możemy zadać sobie to jedno, kluczowe pytanie:
Czy mogę coś z tym zrobić?
Jeśli tak – działamy. Jeśli nie – akceptujemy sytuację i skupiamy swoją energię na tym, na co realnie możemy wpłynąć: na wsparciu zespołu w okresie zmian, na jasnej komunikacji, na budowaniu poczucia bezpieczeństwa. Bo prawdziwa siła lidera nie polega na kontrolowaniu wszystkiego, lecz na mądrym wybieraniu swoich bitew i umiejętności przekuwania wyzwań w szanse rozwoju – dla siebie i dla innych.
Podobne artykuły
Lead by Example
zaczyna się w Tobie
Lead your People
Konkretne rozwiązania na
prawdziwe wyzwania
Lead by Aga
Moje doświadczenia
Twoja inspiracja
Chcesz dokonać zmiany? Rozwijaj się na bieżąco!
Zapraszam Cię do mojego Newslettera!
Tu możesz być na bieżąco ze wszystkimi treściami, produktami i inicjatywami, które z myślą o Tobie przygotowuję. Dodatkowo będziesz otrzymywać materiały i niespodzianki, które trafią tylko do subskrybentów.
To nie jest kolejny newsletter zapychający Twoją skrzynkę.
To bezpośrednia linia do wartościowych treści i narzędzi, które zmienią sposób, w jaki przewodzisz innym – zaczynając od siebie.
Dołącz do społeczności liderek i liderów, którzy tak jak Ty chcą świadomie rozwijać swoje przywództwo.